25.04.1944, Londyn, dworzec Wiktorii, dwaj mczyni:

- Dzie dobry, major John Smith z kim mam przyjemno?
- Skoro pan jest John Smith, to ja bd "przyjacielem" - dobrze?
- Jak pan chce... Sucham, nie mamy duo czasu....
- Wystarczy tyle, ile potrzeba eby Pan zrozumia to, co mam do przekazania.
- Zwykle chwytam w lot, dlatego pracuj, tam gdzie pracuj...  
- OK, mam wiadomoci z Parya. Szukaj nowych przyjaci.
- Mylaem, e nikt ju nie chce sie z nimi bawi, powanie ostatnio ucierpieli...
- I tu si Pan myli - po pierwsze - Anglia ucierpaa bardziej, po drugie - wci maj sporo do zaoferowania. Na przykad - nietknit flot... Po trzecie - gdyby doczyli do nich Wosi i Hiszpanie, to potencja takiego sojuszu...
- A tak?
- A... A moe si okaza, e to jeszcze nie wszyscy w tej piaskownicy.
- Skd mam wiedzie, e mwi Pan prawd?
- Skoro zadaem sobie trud eby do Pana dotrze i wiedziaem jak....
- Bdziemy w kontakcie?  
- Oczywicie...
